Kiedyś na wszystko czekałam. Ciągle się czegoś bałam i wydawało mi się, że nie jest to dobry czas.

Na co? Na wszystko.

Bo przecież jestem za młoda, bo jestem sama, bo mam partnera, bo nie mam dzieci, bo mam dzieci, bo nie mam pracy, bo mam pracę, nie mam pieniędzy, mam pieniądze, bo jest lato, jesień, zima, wiosna, bo jest rano, albo wieczór, bo…

Czas płynął.

Miał w nosie moje niespełnione oczekiwania, zapomniane marzenia, pustkę w sercu czy strach. Czas dalej robił swoje. Płynął.

Czułam się niespełniona. Pracowałam jako księgowa, byłam żoną, matką. Miałam wszystko czego człowiek potrzebuje do szczęścia… Męża, pracę, mieszkanie, dzieci, psa… Jednak czułam, że każdego dnia jestem bliżej do śmierci. Czułam, jak każdego dnia, odchodziła kolejna szansa na coś.

Stan depresyjny spowodował, że postanowiłam nie wracać po wychowawczym do pracy. To był rok 2005. Wiedziałam, że jeśli choć chwilę dłużej popracuję w tamtym miejscu, oszaleję. Na szczęście przewidziałam to wcześniej i rozwijałam swój sklep internetowy z ubrankami dla dzieci już po urodzeniu córki, dwa lata wcześniej.

Zmiana pracy zdecydowanie poprawiła moje samopoczucie. Było dobrze! Przez kilka lat.

Dzieci urosły, a ja straciłam zapał do śpiochów i dziecięcych akcesoriów.

Poczyniłam kolejną zmianę. Rozhulałam firmę eventową z ogromnymi bańkami mydlanymi!

Szaleństwo! To były moje pierwsze występy publiczne J Przedszkola, festyny urodzinki, imprezy firmowe, wszędzie było nas pełno. To była wspaniała, rodzinna przygoda.

Ale i ona się skończyła. Moje dzieciaki urosły, na rynku pojawiła się duża konkurencja, wypaliłam się.

Czy mój świat się zawalił? Nie! Postawiłam na siebie.

Już wcześniej, gdy dzieci miały 5 i 7 lat, zaczęłam przygodę z wizażem. Szkolenia z makijażu, stylizacji. Najpierw się uczyłam, a potem zaczęłam szkolić innych.

Tak zaczęła się moja podróż do wnętrza kobiety. Czas pełen wzruszeń gdy obserwowałam metamorfozy moich klientek, gdy widziałam zadowolenie na twarzach kursantek, gdy widziałam jak kobiety zmieniały się na moich oczach, piękniały!

I niby wszystko było w porządku, niby byłam szczęśliwa, niby miałam wszystko o czym marzyłam, ale…

Ale nie byłam!

Nie byłam szczęśliwą żoną. No dobra, byłam bardzo nieszczęśliwą żoną.

Patowa sytuacja.

Moje nieszczęście, kontra nieszczęście moich dzieci. Co wybrać? Kogo lepiej unieszczęśliwić?

cdn 26.7.2017 KLIKNIJ TUTAJ