Wywiad z kobietą spełniającą się Małgorzatą Sarnecką

Jesteś kobietą spełnioną, zadowoloną ze swojego życia. Podziel się proszę z innymi kobietami tym, jak doszłaś do tego punktu. Jak to się zaczęło?

Co do spełnienia to jeszcze całkiem nie jestem spełniona, bo kiedy zaczęłam się spełniać i sięgać po to co chcę to się w tym rozsmakowałam i ciągle chcę więcej.

Jak doszłaś do tego punktu? Czy był jakiś katalizator, który Ci pomógł?

Paradoksalnie do działania skłonił mnie brak wiary mojej mamy we mnie. Mama ciągle starała się dać mi do zrozumienia, że wiele nie osiągnę, bo nie jestem zdolna jak siostry. Ze wszystkich sił starałam się udowodnić, że to nieprawda i skończyłam najpierw wymarzone Liceum Medyczne, a wiele lat później ukończyłam studia magisterskie pedagogiczne, mając pracę i troje dzieci. Udało się, to był przełom, uwierzyłam, że jeśli chcę to dam radę.

Jak radziłaś sobie z przeszkodami?

Po pierwsze powtarzam sobie słowa nieżyjącego już taty, który zawsze mi powtarzał ,,jeśli czegoś bardzo chcesz osiągniesz to, jeśli nie osiągnęłaś znaczy, że nie chciałaś aż tak bardzo”. Kiedy to nie pomagało, motywacją było nie dać satysfakcji mamie.

Miałaś wsparcie?

Wspierał mnie mąż, chociaż początkowo polegało to na tym, że mi nie przeszkadzał (śmiech). Potem dawał mi większe wsparcie.

Warto było przejść tą drogę?

Zawsze warto, to bardzo podnosi samoocenę, rozwija. Dowiedziałam się wiele o sobie.

Co dzięki temu, że jesteś świadoma siebie zmienia się w Twoim życiu?

Stawiałam sobie nowe cele, nauczyłam się planować . Niepowodzenia analizuję i wyciągam wnioski, już mnie nie dołują tylko motywują . Od tamtej pory spełniłam swoje marzenia o podróży w Himalaje, uwolniłam się od etatu za marne stawki i założyłam własną działalność. Już nic nikomu nie muszę udowadniać, wiem na co mnie stać i jak zaświta mi w głowie jakiś pomysł to zaczynam planować krok, po kroku co muszę zrobić żeby to mieć.

Czy jest jeszcze coś, co chciałabyś przekazać innym kobietom, a o co nie zapytałam?

Jeśli czegoś chcesz sięgaj po to choćby na palcach . Rób to co kochasz i w co wierzysz bo tylko to ma sens. Póki żyjesz nigdy nie jest za późno żeby zacząć.

 

Małgorzata Sarnecka

Byłam najstarszą z 3 sióstr i jedyną nie uzdolnioną matematycznie, więc dla mojej mamy po prostu głupia. Marzyłam by zostać pielęgniarką , ale mama powtarzała, że na pewno sobie nie poradzę. Jedynie tata we mnie wierzył, przy jego wsparciu dostałam się do wymarzonego Liceum Medycznego.

Niestety tata umiera kiedy jestem w 3 klasie, mama zupełnie się mną nie interesuje skupia się na siostrach zwłaszcza najmłodszej mającej w tedy 3 lata. Postanawiam wyjechać za chłopakiem do Grecji pracować i przerwać szkołę, mamie jest wszystko jedno. Wyjeżdżam i razem jesteśmy w Grecji 2 lata, to prawdziwa szkoła życia, pracuję sprzątając domy Greków. W tym czasie pobieramy się w polskim kościele w Grecji. Po 2 latach wracamy do kraju. Rodzę najpierw córkę w wieku 20 lat i marzę, żeby dokończyć wykształcenie. Pracuję w tedy jako sprzątaczka w domu pomocy społecznej. Kiedy zachodzę w 2 ciążę przestaje pracować i  zapisuję się do Liceum dla dorosłych do 4 klasy. Podczas matur jestem świeżo po urodzeniu syna i do matury nie podchodzę. Pojawia się okazja zapisać do 2,5 letniego Studium Medycznego policealnego, jestem zachwycona, bo mogę zdobyć wymarzony zawód i nie muszę mieć matury. Mąż postanawia wyjechać do Niemiec zarobić na mieszkanie bo do tej pory wynajmowaliśmy. I to jest początek końca. Przyjeżdża coraz rzadziej, robi się agresywny kiedy chcę żeby wrócił. Wiem, że kogoś tam ma.

Po kolejnym pobiciu  podejmuję decyzję o rozwodzie i tak zostaję sama w wynajmowanym mieszkaniu z 2 dzieci – córką 2,5 roczku, syn 1 roczek. 5 lat jestem sama i walczę o przetrwanie, z trudem kończę studium i podejmuję pracę jako pielęgniarka w krakowskim szpitalu. Praca dom, praca dom, o mojej pasji- górach mogę tylko pomarzyć i czasem z dziećmi jechać do dolinek.

Poznaję za namową koleżanki mojego obecnego męża, znowu czuję, że mam rodzinę i wszystko się zaczyna układać. Rodzi nam się po roku syn. Ponieważ w moim zawodzie źle się dzieje wpada mi do głowy pomysł studiów pedagogicznych bo to drugi kierunek który zawsze mnie pociągał, ale nie mam matury, więc idę na 3 miesięczny kurs przygotowawczy i zdaję maturę.

Kierunek który sobie wybieram zaocznie jest jedynie w Kielcach ale daje duże uprawnienia więc podejmuję się. Tak przez kolejnych 5 lat co 2 tygodnie jeżdżę do Kielc na zjazdy mam pracę zawodową, 3 dzieci i dzięki wsparciu męża kończę studia. W tym czasie wracam też w góry, początkowo blisko, niewysoko, z czasem w coraz dalsze. Dłuższe są moje wypady, mąż nie podziela mojej pasji ale mnie wspiera.

W 2013 r. realizuję moje 20 letnie marzenie i organizuję wraz z 2 kolegami z klubu górskiego wyjazd na trekking w Himalaje pod bazę pod Everestem. Wyprawa trwa miesiąc. Rok się do niej przygotowuję finansowo i kondycyjnie.

Szukam pracy powoli w nowym zawodzie i okazuje się, że jest miejsce na Psychiatrii Dzieci i Młodzieży, ale dla pielęgniarki, biorę, bo widzę w tym szansę. Pokazuję tam też dyplom z pedagogiki i rozszerzają mi etat pielęgniarski o terapię pedagogiczną i zajęciową. Rozwijam się, mam masę pomysłów, ale nikt mnie nie chce słuchać. Twierdzą, że nie ma pieniędzy, że to czy tamto się nie sprawdzi, czuję, że mam podcinane skrzydła. Rodzi się pomysł własnej działalności. Początkowo zaczynam obok etatu po godzinach, ponieważ działa i widzę, że jest na to popyt składam wypowiedzenie i we wrześniu tego roku przechodzę na własną działalność.