TUTAJ 1 część historii.

Dzieci wygrały. Okazało się, że kocham je bardziej niż siebie.

Spięłam pośladki i parłam do przodu. Czekałam, odkładałam decyzję na potem. Przecież chciałam być szczęśliwa, chciałam być ważna. Czas robił swoje, płynął. Przez kolejne 6 lat.

Dla ścisłości dodam, że bardzo się z mężem lubiliśmy, jednak jako para unieszczęśliwialiśmy się nawzajem.

Któregoś dnia, gdy miałam lat 37, dr House powiedział do pacjentki – „Będzie pani żyła jeszcze 2 lata”. Aż sobie usiadłam (bo akurat leżałam), 2 lata?!

A co jeśli mnie zostały 2 lata? Na co ja ciągle czekam? Odkładam ciągle spełnienie, miłość, splendor, chwałę, większe zaangażowanie, zarabianie dobrych pieniędzy, rozwój, studia coachingowe, podróże, szaleństwa… odkładam na potem… A jeśli POTEM nie będzie? Jeśli jest tylko TERAZ!

To był przełomowy dzień w moim życiu.

Zmieniłam wszystko.

Poprosiłam męża żeby się wyprowadził, przestałam czekać. Zapisałam się na studia coachingowe, zaczęłam współorganizować kobiece eventy i szkolić duże grupy. Rozpoczęłam i ukończyłam swój proces coachingowy, zaczęłam zarabiać pieniądze, robić to co kocham na dużą skalę, spełniać się, pomagać innym kobietom. Przestałam czekać.

Teraz mówię upływającemu czasowi „cześć”, gdy codziennie płyniemy do przodu.

Nie boję się umrzeć 🙂

Piszę o tym dlatego, bo niemal codziennie spotykam na coachingu kobiety, które czekają i odkładają siebie na POTEM. Albo już nie odkładają, SKAZUJĄ się na nieszczęście, bo jest za późno. Mają 35, 40, 45 lat i uznają, że teraz to już nie warto nic zmieniać.

HALO!

Jak to nie warto? Za stara jesteś mając 35 lat na zmianę? Nie nauczysz się niczego nowego? Nie zdobędziesz innego zawodu, partnera, mieszkania? Bzdura!

Dla siebie warto zrobić wszystko.

Czasami boimy się skrzywdzić innych, boimy się oceny. Boimy się.

Tak, gdy dokonywałam zmian, bałam się. Gdy się rozwiodłam byłam oceniana. Miałam wspaniałego męża. Tak, moje dzieci cierpiały. Gdy rzucałam pracę księgowej myślałam, że umrę. Miałam pensję, ciepłą posadę. Ludzie pukali się w czoło. “Oszalała”, “Wymyśla”. To bolało.

Ale po kilku latach powiem wam, że było warto!

Barbara Lech

Robię to co kocham, to do czego jestem stworzona, pomagam innym rozwijać skrzydła, latać, to najlepsza praca na świecie!

Mój były mąż nadal jest świetnym ojcem i kumplem, przyjaźnimy się. Ma świetną kobietę, a ja partnera.

Moje dzieci… są szczęśliwe. Ostatnio córka powiedziała mi, że ten rozwód wyszedł wszystkim na dobre. Tata jest szczęśliwy, ja też, nasze życie zmieniło jakość. To było niezwykłe wyzwanie. Mój syn jest po prostu szczęśliwy, sport, wyjazdy, dużo taty, dużo mamy, uwaga z jednej i drugiej strony.

Gdy dzisiaj, po zaledwie 5 latach patrzę na swoje życie, nie wierzę.

Miałam 37 lat i byłam nieszczęśliwa, niespełniona, przestraszona. Czekałam leżąc na kanapie i oglądając seriale.

Dziś mam 42 lata, jestem wicedyrektorem Izby Coachingu Oddziału na Śląsku, prowadzę prosperująca praktykę coachingową, jestem zapraszana jako ekspert na duże konferencje, prowadzę szkolenia, pracuję coraz mniej. Spędzam czas z dziećmi. Mam swoje biuro w centrum Katowic, żółty samochód i świetnego faceta. To brzmi jak bajka. Ale to moje życie. Nie przyszło z dnia na dzień. To były wybory, decyzje, łzy, strach, działanie.

Cieszę się, że wybrałam siebie.

A Ty? Na kogo stawiasz?

Jeżeli chcesz możemy porozmawiać, zapraszam Cię na gratisową sesję. Czasami warto zobaczyć swoje życie z lotu ptaka.

Nie myśl, KLIKAJ.

A jak wolisz w grupie, to wskakuj na 6 dniowe wyzwanie Świadoma Siebie w Życiu. Więcej informacji TUTAJ.

Dziękuję, że przeczytałaś ten tekst. Zostaw ślad w postaci komentarza jeśli coś z niego bierzesz. Podziel się z innymi kobietami. Niech wiedzą, że nie zawsze jest różowo ale słońce świeci dla każdego.

Uściski

Barbara Lech