Jesteś wybawicielem, prześladowcą czy ofiarą?

Jesteś wybawicielem, prześladowcą czy ofiarą?

Jesteś wybawicielem, prześladowcą czy ofiarą? A może każdym z nich?

Wybawicielem chętnie, nawet ładnie brzmi (być może pomyślisz), ale prześladowcą czy ofiarą, na pewno już nie. Byłoby wspaniale, gdybyś nie był/a żadnym z nich, gdybyś uważał/a, że to z Tobą nie ma absolutnie nic wspólnego.

Na swoim jednak przykładzie niejednokrotnie wiem, że to nie jest takie proste. Niewykonalne?

Ależ skąd. To też już wiem. Sprawdziłam, wdrożyłam – działa.

Sama wiedza i świadomość poszerza perspektywę i uczy patrzeć, z czasem działać inaczej niż dotychczas. I tego też uczę klientów podczas sesji coachingowych.

Ale do rzeczy.

WYBAWICIEL (Zbawca), PRZEŚLADOWCA (Kat), OFIARA – oto bohaterowie trójkąta dramatycznego dr Stephena Karpmana.  I większość z nas ( niestety) po tym trójkącie w przenośni krąży, a nawet biega, zmieniając tylko swoje role, czasami naprawdę długo.

Dzieje się tak nieustannie, dlatego że ludzie bowiem (na szczęście nie wszyscy)  mają tendencję do zajmowania się życiem innych ludzi. Co więcej, wiedzą co dla kogo jest najważniejsze, chętnie więc nieproszeni obdarowują złotymi radami. Jakby tego było mało, zastanawiają się nieustannie  nad tym, co mówią i myślą o nich inni. Zdarza się też i tak, że robią coś, o co nikt ich nie prosił. Nie byłoby oczywiście w tym nic złego, gdyby… no właśnie, gdyby nie względem danej osoby późniejsze oczekiwania.

Dalekie? Znajome? A może bardzo bliskie?

Czy zdarzyło Ci się kiedykolwiek pomóc i niby wszystko było ok,  ale… ?

Ale tak jakoś dziwnie oczekiwałeś/łaś jakiegoś słowa dziękuję, a może pochwały, zapłaty albo przynajmniej przysługi.

Pomogłeś/aś  i jakże miło z Twojej strony. Jedno ALE.  Czy osoba o tę pomoc poprosiła?

Tak czy nie?

Wyobraź sobie taką oto sytuację.

Wchodzisz do firmy i sprzątasz po wczorajszym spotkaniu. Nie jest to Twoim obowiązkiem i nawet nie byłeś/aś na spotkaniu, ale… doprowadzasz miejsce do porządku, po to, aby Tobie i innym było miło.  Współpracownicy wchodzą do biura, nikt nawet nie zauważa Twojej pracy. I tu pojawia się pytanie o to, co czujesz. Żal? Złość? Czy powinni chociaż podziękować? A może dla Ciebie to nieistotne, bo zajmujesz się już innymi sprawami. Jeżeli tak, bardzo dobrze. Jeżeli pojawia się nieprzyjemne uczucie, warto się temu bliżej przyjrzeć.

Nastrój może poprawić uświadomienie sobie, że to całe pomaganie  „na siłę” to nic innego jak niechęć do zajmowania się swoim życiem, tak naprawdę sobą.

O wiele łatwiej jest przyglądać się uważnie życiu innej osoby, oceniać, czy robi coś dobrze czy źle.
Przez pryzmat własnych doświadczeń, lęków i osobowości, niektórym wydaje się, że mają prawo do podejmowania za kogoś decyzji.  Pomagają nieproszeni. W życiu bardzo chętnie  ludzie przyjmują rolę WYBAWICIELI.

Doradzają więc na przykład przyjaciółce, że koniecznie ( bez cienia wątpliwości) powinna zmienić partnera, pracę, a może nawet zrobić sobie drugie dziecko. Matki często „wspierają” w wychowywaniu dzieci, doradzając albo wręcz wymuszając pewne rzeczy. Dowiadujesz się, oczywistym jest, że POWINNAŚ karmić piersią, jadać w określony sposób i używać mąki ziemniaczanej zamiast pudru, bo to zdrowsze. Nie wiedziałeś/aś? To już wiesz 🙂

Wyciągamy do innych pomocną dłoń, wspieramy, oddajemy swój czas, energię, często nawet pieniądze. Rezygnujemy z siebie, swoich zainteresowań, spotkań ze znajomymi, odmawiamy wizyty u kosmetyczki, lekarza czy fryzjera, bo przecież jesteśmy potrzebni…

Bardziej lub mniej podświadomie oczekujemy wdzięczności.

Co się dzieje, kiedy nie dostajemy nagrody ? Co się dzieje, kiedy przyjaciółka odrzuca naszą pomoc?
Co czujesz, gdy słyszysz „zajmij się swoim życiem”?

Zastanów się,  bo to być może Ty WYBAWICIELU. Czy warto?

A co z pozostałymi rolami? PRZEŚLADOWCA czy OFIARA? Żadna nie budzi zainteresowania, brak chętnych do ogrywania ról w tym przedstawieniu, a jednak spektakl życia trwa. Najwyższy czas na antrakt.  Ale, żeby zrobić sobie przerwę, potrzeba zrozumienia problemu wysuwa się na pierwszy plan.

Najlepiej zilustruje to przykład.

„Poradzę sobie, to moje dziecko. Nikt już nie używa mąki ziemniaczanej!”  –  mówi córka do matki.
Ta czuje się odtrącona. Chciała przecież tylko pomóc. Sąsiadka z pewnością będzie współczuć kobiecie tak niewdzięcznego dziecka.  Scenek z życia codziennego można wyliczać bez końca. W tej sytuacji  zupełnie naturalnie wchodzimy w jedną z dwóch pozostałych ról. Stajemy się Prześladowcą albo Ofiarą. Biegamy jak chomik w karuzeli.

Słyszałeś/aś kiedykolwiek  w swoim otoczeniu takie, bądź w podobnym stylu,  zdania?

To ja ci pomagam, bułeczki rano pod nos przynoszę, a Ty mi tak odpłacasz?

 Zobaczysz, więcej Ci nie pomogę!

Ciekawe jak dasz sobie radę beze mnie?

Albo jeszcze lepiej.

Zobaczysz jak to jest, jak mnie zabraknie!

Takie czy podobne  stwierdzenia są typowe dla PRZEŚLADOWCY (Kata).  Choć wcześniej daje on rady i niesie pomoc nieproszony,  tak naprawdę oczekuje konkretnej reakcji. Pomoc ta nie jest bezinteresowna. Jej brak wzbudza szybko agresję przeciwko rozmówcy.

Ta sama osoba z łatwością wchodzi także w rolę OFIARY. Czuje się przecież poszkodowana, bo oddała komuś swój czas, uwagę i energię. Zamiast doceniania, i to bardzo, odczuwa odrzucenie.

Kolejny cytat z życia wzięty.

 „To ja, zamiast do kosmetyczki, dziecka Ci pilnuję, a Ty nie masz czasu przyjechać na kawę i chwilę ze mną posiedzieć.”

Dlaczego tak się dzieje?

Dlaczego przyjmując rolę ZBAWCY rezygnujemy z siebie, proszeni lub nie?

Przyczyn jest kilka. Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Z pewnością jednak chcemy poczuć się lepiej, tak po prostu. Mamy poczucie winy i chcemy je zniwelować. Czasami czujemy się lepsi i bardziej doświadczeni. Niektórzy mają niską samoocenę i w ten oto sposób (bezskutecznie jednak) podnoszą poczucie własnej wartości. A na końcu, i to jest w moim odczuciu najsmutniejsze,  niektórzy ludzie nie mają ochoty zająć się swoimi sprawami, bo to wymagałoby zmian, i to diametralnych czasami, w ich życiu.

ZBAWICIEL często robi coś za kogoś, nawet jeżeli dana osoba może zrobić to sama, nieproszony daje rady, rozwiązuje problemy innych, bierze odpowiedzialność za inne, dorosłe osoby.
Jest to zdecydowanie łatwiejsze niż zatroszczenie się o siebie, umiejętne komunikowanie swoich potrzeb, stawianie granic, mówienie „nie”. Łatwiej jest tkwić w przekonaniu, że jest się niezastąpionym.

rysunek trójkąta dramatycznego

Jeżeli czujesz, że to o Tobie mowa, zatrzymaj się i  poprzyglądaj się temu dokładnie.
Zastanów, dlaczego przyjmujesz rolę Zbawcy,  co Ci to daje i  do czego służy.

Jeżeli pomagasz, bo lubisz, bo chcesz – rób to. Jeżeli jednak czujesz, że POŚWIĘCASZ się, bo wymaga to od Ciebie rezygnacji z Twoich planów. Jeżeli  czujesz, że podświadomie oczekujesz jakiejś nagrody, NIE RÓB tego wcale.

Nie katuj się, nie zadręczaj. Każdy z nas, i to jest pewne, nie jeden raz w życiu, pobiega sobie po tym trójkącie. Ważne jest to, aby biegać jak najrzadziej. Trening czyni mistrza. A tu bardziej joga niż maraton J  Spokój i wyciszenie, zebranie myśli i obserwacja. Szukanie w sobie odpowiedzi na pytania, czego chcę, na co się zgadzam, na co absolutnie nie, co tak naprawdę czuję.

Ja, nadal mimo wieloletniej pracy nad swoim rozwojem, czasami uświadamiam sobie, że zdarza mi
się (na szczęście już rzadko) wchodzić  w którąś z ról. Czuję się wtedy pokrzywdzona, niedoceniona.  Pojawia się nawet złość, oburzenie. Wiedza jednak, między innymi taka,  jaką się tutaj z Wami dzielę, pozwala mi  po chwili uniesienia uświadomić  sobie, co takiego zrobiłam wcześniej, jakim kosztem,
bo właśnie to powoduje, że czuję się w taki, a nie inny sposób.

Sama świadomość istnienia trójkąta dramatycznego Karpmana  zdecydowanie szybciej pozwala podjąć decyzję – wysiadam z tej karuzeli. Co tu dużo mówić. Wesołe miasteczka są dobre raz na jakiś czas. Prawda?

Nie Karpman to co?

Trójkąt wygrywającyNiedawno przeczytałam o koncepcji trójkąta wygrywającego, który stworzył Acey Choy.
Tam zamiast Zbawcy jest Opiekun, zamiast Prześladowcy (Kata) Asertywny, a Ofiarę zastępuje Wrażliwy.

OPIEKUN – ASERTYWNY – WRAŻLIWY  – mnie się podoba. A Tobie?

Temat niezwykle ważny i niełatwy, ponieważ większość gier czy wchodzenie w role odbywa się poza naszą świadomością. Jednakże warto podjąć temat. Postaw na siebie, zajmij się sobą. Zatroszcz się
o swoje potrzeby, tym uszczęśliwiaj świat.

Jeżeli w tym wpisie odkrywasz mniejszą bądź większą cząstkę siebie, czujesz, że to było o Tobie, może czas na zmiany. Szkoda życia. Rób to, co jest zgodne z Tobą, najwięcej tego, na co masz ochotę.

Weź odpowiedzialność… za siebie i swoje życie.

Co Ty na to?

Chcesz popracować z coachem?

Jeżeli chcesz to przegadać, zapraszam cię na gratisową konsultację. Napisz do mnie i umów się na rozmowę [email protected]

Koniecznie przeczytaj także wpis o Analizie Transakcyjnej i odbierz bezpłatnt ebook.

A teraz koniecznie zobacz odcinek Energetycznego poniedziałku https://youtu.be/s_vzA9brC2Y

Pogadajmy o pewności siebie z Agatą Limanówka

Pogadajmy o pewności siebie z Agatą Limanówka

Pogadajmy o pewności siebie z Agatą Limanówka

25 lipca o 19:00 moim gościem będzie Agata Limanówka. To praktyk i psycholog biznesu. Strateg. Trener rozwoju osobistego. Certyfikowany mentor i coach ICF. Autorka książki “Od stresu do sukcesu. 9 sposobów na szczęśliwe życie”.

Agata była moim osobistym coachem. Szlifuje diamenty, dopóki nie zaczynają idealnie błyszczeć.

Zapraszam Cię serdecznie!

25 lipca o 19:00 moim gościem będzie Agata Limanówka. To praktyk i psycholog biznesu. Strateg. Trener rozwoju osobistego. Certyfikowany mentor i coach ICF. Autorka książki "Od stresu do sukcesu. 9 sposobów na szczęśliwe życie".Agata była moim osobistym coachem. Szlifuje diamenty, dopóki nie zaczynają idealnie błyszczeć.Zapraszam Cię serdecznie!

Opublikowany przez Barbara Lech Coach Środa, 25 lipca 2018

 

 

 

 

 

 

Pogadajmy o pewności siebie – rozmowa z Michałem Zwierzem

Pogadajmy o pewności siebie – rozmowa z Michałem Zwierzem

19 lipca, o 11:00 zapraszam Was na wielkie oglądanie! Moim pierwszym gościem w cyklu “pogadajmy o pewności siebie”, będzie Michał Zwierz.

Jeżeli macie do niego jakieś pytania o pewność siebie, piszcie pod tym postem.

Michał pracował między innymi z takimi markami jak Kamila Rowinska – Rowinska Business Coaching, Jakub B. Bączek czy Dr Mateusz Grzesiak, a także Barbara Lech Coach 

Do zobaczenia!

 

Rozmowy na żółtej kanapie – Emilia Wojciechowska – coachem kariery

Rozmowy na żółtej kanapie – Emilia Wojciechowska – coachem kariery

Kiedy coach przychodzi do coacha praca idzie bardzo szybko

Emilia Wojciechowska jest coachem kariery, tym razem postanowiła zadbać o swój biznes i sama zdecydowała się na coaching.

Emilia wybrała pakiet Aksamitna w życiu, stalowa w biznesie, by nieco podkręcić swój biznes – udało się!

To niezwykła kobieta, która pomaga ludziom polubić poniedziałki i rozwinąć ich karierę.
Z ogromną przyjemnością zapraszam na wywiad, którego udzieliła mi Emilia.

 

 

A jeśli chcesz zacząć działać i wziąć odpowiedzialność finansową w swoje ręce, pomimo swojego wstydu, czy lęku.
Równocześnie chcesz zachować równowagę i zadbać o swoje życie prywatne, zapisz się na szkolenie.
“Aksamitna w życiu, stalowa w biznesie.” odbędzie się już 9.11.209 w Gliwicach .
Musisz być z nami! Zapisz się i skorzystaj z ceny promocyjnej. KLIK

———————————————————————————————————-

Przypominam też, że codziennie od poniedziałku do piątku o 7.30 widzimy się na fanpage na bezpłatnym wyzwaniu.

ABCadło biznesu – Postaw swój biznes na nogi!

Wskakuj, obserwuj, działaj i realizuj cele.
———————————————————————————————————-
?,,Żółta książka o pewności siebie”
Pragniesz zmian, to ta książka jest pozycją obowiązkową,
dostępna jest tutaj: http://bit.ly/Żółtaksiążka

Doceniaj Siebie. Bądź bardziej świadoma siebie.

Doceniaj Siebie. Bądź bardziej świadoma siebie.

Doceniaj Siebie. Bądź bardziej świadoma siebie. Zaprzyjaźnij się ze sobą.

Doceniaj siebie, bądź dla siebie co najmniej miła, wyrozumiała, kochaj siebie.

Wiem, że to trudne.

Wielokrotnie spotykam kobiety (należałam do ich grona), które wolą dawać niż brać.

Traktujemy siebie bardzo surowo. Łatwiej jest nam siebie zganić niż pochwalić, wytykać błędy, niż dostrzegać pozytywne zmiany. Najczęściej wymagamy od siebie więcej niż od innych.

Wściekamy się na siebie, wyzywamy, narzekamy i porównujemy się z innymi.

Zmuszamy się do katorżniczej pracy, wysiłku ponad miarę. Ciągle chcemy od siebie więcej i więcej.

Prowadzimy dom, chodzimy do pracy, udzielamy się towarzysko, rozwijamy się. To dużo. Do tego zakładamy rodzinę, pojawiają się dzieci, pies, chomik… więcej obowiązków, a my… niczego nie zauważmy. Wymagamy od siebie tak samo jak wcześniej. To co z tego, że mamy dwa razy więcej obowiązków! „Skup się kobieto!” „Bądź bardziej wydajna!” „Nie marudź! Rusz d…”.

Świadoma Siebie

Każda z nas ma w sobie małą dziewczynkę. Całe życie nosimy w sobie dziecko jakim jesteśmy.

A gdyby tak potraktować siebie tak, jak traktujemy dzieci?

Z taką czułością, miłością, troską. Gdybyś tak zaopiekowała się sobą jak potrafisz to zrobić z innymi?

Gdybyś pogłaskała się czasami po głowie i przybiła piątkę gdy zrobisz coś dobrze.

A co powiesz dziecku, gdy pomimo starań coś mu się nie uda? Następnym razem powiedź to samo sobie.

Kiedyś byłam dla siebie katem. Dosłownie. Wymagałam, krzyczałam, myślę, że potrafiłam się nawet nienawidzić. Ciągle chciałam od siebie więcej, nie dając sobie nic w zamian. Bo i za co? Tą fuszerkę, którą odstawiałam? Oczywiście w moim mniemaniu. Inni widzieli pracowitą, mądrą, efektywna kobietę. Ja leniwego nieudacznika. Bo przecież mogłabym dać z siebie więcej, spać mniej, wychodzić ze strefy komfortu nie codziennie, tylko co 60 sekund!

Ależ to były bzdury!

Nie dziwię się, że moje życie było takie męczące.

Dzisiaj jestem na dobrej drodze do świetnej relacji samej ze sobą. Nadal zdarza mi się zezłościć na siebie, ale zaraz potem potrafię się sama przytulić, wytrzeć nos i ustalić plan naprawczy.

Jestem egoistką. Pozytywną egoistką. Przedkładam swoje plany nad plany innych, cenię mój czas i potrafię odmówić spotkania, rozmowy telefonicznej czy udziału w prestiżowym wydarzeniu. Dlaczego? Bo miałam w planach coś innego, np. czas z rodziną albo wypad w góry z przyjaciółką.

Pozwalam sobie na słabość.  Troszczę się o siebie. Nie planuję zbyt dużej ilości pracy na dzień po szkoleniu, wystąpieniu czy urlopie. Pozwalam siebie na relaks. Daję sobie nagrody 🙂

Pracuję coraz mniej, ale też wydajniej i bardziej celowo. Skupiam się na działaniach, które dają największą wartość zarówno mnie jak i kobietom, z którymi pracuję. Już nie muszę się zapracowywać, żeby zasłużyć na swoje uznanie.

Wychodzę ze strefy komfortu kiedy jest to potrzebne. Nie muszę nikomu udowadniać, że coś zrobię, jeśli nie czuję potrzeby by to robić.

Jestem świadoma siebie.

Kocham siebie. Nadal nieśmiało i czasem z potknięciami ale… doceniam siebie.

A Ty?

Dołącz do kursu online Bardziej Świadoma Siebie i zaprzyjaźnij się ze sobą. Daj się sobie poznać od najlepszej strony i ciesz się tym, że jesteś.

Uściski

Barbara Lech

 

 

 

Wskakuj też na kanał, oglądaj, komentuj i udostępniaj. Subskrybuj.
http://bit.ly/youtubeBL
———————————————————————————
?,,Żółta książka o pewności siebie”
Pragniesz zmian, to ta książka jest pozycją obowiązkową,
dostępna jest tutaj: http://bit.ly/Żółtaksiążka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wywiad z kobietą spełniającą się – Patrycja Frania.

Wywiad z kobietą spełniającą się – Patrycja Frania.

Wywiad z kobietą spełniającą się Patrycja Frania.

Jesteś kobietą spełnioną, zadowoloną ze swojego życia. Podziel się proszę z innymi kobietami tym, jak doszłaś do tego punktu. Jak to się zaczęło?

Może to banalnie zabrzmi, nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą do tego wywiadu, bo nie nazwałabym siebie osobą spełnioną. Jeżeli już, to spełniającą się 🙂 Spełniona (czasownik dokonany) oznacza dla mnie czynność już zakończoną, coś co zostało zamknięte, zawiązane na kokardkę, coś po czym można spocząć na laurach. Dla mnie oznaczałoby to początek końca. Wiesz, kiedyś – jako nastolatka – bardzo chorowałam. Można powiedzieć, że tak bardzo, że już dawno mogło mnie nie być na tym świecie. Dzięki wysiłkowi moich rodziców, dzięki ogromnej, tkwiącej gdzieś we wnętrzu woli życia mogę dzisiaj spełniać się każdego dnia. Ale zapytałaś, jak doszłam do tego etapu. Tego, w którym czuję się na tzw. „haju”, obecnie, w nomenklaturze rozwojowej, zwanym flow. No cóż… trzeba by bardzo długo wymieniać nazwiska osób, które miałam szczęście spotkać na swojej drodze, wydarzenia, które miałam szczęście doświadczyć. 

Farciara

Farciara – powiadasz… Wiesz, to nie zawsze były miłe i dobre sytuacje, przyjaźni i życzliwi ludzie. Obok tych wspierających byli i tacy (a może nawet i częściej), którzy podstawiali mi nogi. A sytuacje – często na bieżąco, kiedy się działy – przeklinałam. Ale wszystko, co się po drodze zdarzało, nauczyło mnie bardzo ważnej rzeczy. A mianowicie tego, by za każdym razem zadać sobie pytanie: czego mnie ta sytuacja uczy, po co (a nie: dlaczego) mi się ona przydarza, dokąd mnie zaprowadzi.  Nie zawsze jest to takie oczywiste, nie zawsze przychodzi z pokorą. Jest wiele rzeczy z którymi się zżymam – taka moja natura. Jednak, żeby nie być gołosłowną opowiem o jednej z wielu sytuacji, którą można uznać za przełomowa w moim życiu (a przynajmniej stanowiącej jeden z takich przełomów).  Dawno temu przydarzył się w moim związku kryzys. Był to czas, kiedy coraz bardziej ciągnęło mnie w kierunku rozwoju osobistego, ale błądziłam po omacku w ciemnościach: tu jakieś szkolenie, tam jakiś kursik. Nic co by prowadziło w jakimś konkretnym kierunku. No więc przydarzył się kryzys: naście lat w związku, dwójka małych, ryczących i absorbujących dzieci, w pracy pod górkę – wszystko to zrobiło swoje. Mój partner (a teraz mąż) powiedział: idziemy na terapię. Ja się wzdrygnęłam (chociaż to ja byłam zwolenniczką poszukiwania takiego typu rozwiązań). Znajomy terapeuta polecił nam wspaniałego człowieka. I faktycznie trafiliśmy do niego. Trafiliśmy do ośrodka, w którym pracował. O co nam wtedy chodziło – nie wiem. Ostatnio nawet zastanawialiśmy się nad tym wspólnie z M – żadne z nas nie pamięta. Pamiętam, natomiast dokładnie że było bardzo źle. A potem, że byliśmy aż na 3 sesjach. Ale już czekając na pierwszą wizytę znalazłam w poczekalni informację, o szkole, którą prowadził ten ośrodek. Szkole, która była początkiem mojej drogi do tego by stać się doradcą rodzinnym, coachem i trenerem. A w ostateczności współtwórczynią kart rozwojowych dla dzieci MILOWE

Kiedy uznałaś, że jesteś spełniona, że żyjesz na swoich zasadach?

Jak już powiedziałam – spełniam się każdego dnia. W domu, patrząc jak rozwijają się moje córki i w pracy, a właściwie w mojej pasji, spotykając się każdego dnia z nowymi ludźmi i ich historiami. W którymś momencie na mojej drodze zawodowej pojawiły się karty coachingowe. Choć dużo wcześniej były zdjęcia, pocztówki, wycinki z gazet. Zawsze fascynowała mnie moc obrazu i metafory w pracy z drugim człowiekiem. Pojawiły się międzynarodowe uprawnienia trenerskie i frajda z przekazywania innym swojej wiedzy i doświadczenia. Dzielenia się i czerpania.

Jak doszłaś do tego punktu? Czy był jakiś katalizator, który Ci pomógł?

No właśnie… Po raz kolejny ujawniła się moja dewiza, że wszystko zdarza się po coś. Pewnego dnia zostałam zaproszona na drugi koniec Polski do poprowadzenia 3-godzinego warsztatu z wykorzystania obrazu i metafory w pracy coacha. Pomyśl: 3-godzinny warsztat. Za darmo. 8 godzin jazdy w jedną stronę, potem kolejne 10 z powrotem. To było coś. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, po co tam jadę. Okazało się dopiero po dwóch latach. Dziewczyna, która mnie wtedy zaprosiła była mentorem w pewnym projekcie startupowym. A w projekcie tym brała udział inna dziewczyna – Gosia, którą znałam już wcześniej, bo bywała kilka razy na moich szkoleniach. Gosia miała w głowie pomysł stworzenia czegoś coachingowego dla dzieci. Nawet kiedyś jakoś konsultowała ze mną swój pomysł. Właśnie przeszła do półfinału konkursu i… utknęła. Jak się potem okazało, komisja nie była pewna, czy powinna się w tym półfinale znaleźć, ale czymś ich urzekła. No i tamta dziewczyna, która zaprosiła mnie kiedyś na drugi koniec Polski, powiedziała Gosi podczas mentoringu, że przecież ma obok siebie specjalistkę, która nie dość, że jest coachem i trenerem, nie dość, że zna się jak nikt na kartach coachingowych, to jeszcze doskonale orientuje się w tematyce pracy z rodziną. No i w ten oto sposób pewnego dnia Gosia pojawiła się u mnie w domu. Przyniosła z sobą 5 kart obrazkowych narysowanych przez utalentowaną artystkę i spytała, czy ja z nią TO zrobię? Wtedy to TO było jeszcze mgliste i nie do końca określone. Po kilku miesiącach ciężkiej codziennej pracy TO zamieniło się w pierwsze rozwojowe karty dla dzieci MILOWE.

Jak radziłaś sobie z przeszkodami?

Przeszkody były, są i będą. I bardzo dobrze. Przeszkody to rozwój. To konieczność poszukiwania nowych rozwiązań, wchodzenia na nowe, nieznane ścieżki, wyjścia poza schematy. Kiedyś pojawił się w mojej głowie pomysł dokończenia doktoratu, który utknął dawno temu w jakiejś czarnej dziurze. Postanowiłam wtedy, że skończę go do 40, a właściwie, że go do 40 urodzin obronię. No cóż… pojawiły się przeszkody. Drzwi kariery naukowej ewidentnie nie chciały się przede mną otworzyć: ani pukając, ani kopiąc nie byłam w stanie ich sforsować. Za to pojawiły się inne drzwi. Nieco obok. Gdybym zafiksowała się wtedy na doktoracie, pewnie bym ich nie dostrzegłabym. Nie zafiksowałam się. A dzień po 40 urodzinach otrzymałam  bardzo ważny dla mnie zawodowo certyfikat potwierdzający moje kwalifikacje coachingowe. A zatem: mój sposób na przeszkody, to zaufać swojej intuicji, rozejrzeć się i poszukać rozwiązań.

Patrycja Frania

Miałaś wsparcie?

Myślę, że tak. Chociaż życie ukształtowało mnie w taki sposób, że zawsze liczyłam tylko na siebie. I na początku tak to właśnie wyglądało. Szłam swoją ścieżką, nie dzieliłam się wątpliwościami ani sukcesami. Myślę, że mogło być to trudne dla moich bliskich. Z czasem zaczęłam doświadczać radości z proszenia o pomoc. Bo to właściwie ważne jest bardzo dla obu stron. Dla tej, która prosi, ale i dla tej, która daje. Proszę Cię o pomoc, bo Ci ufam, przyznaję się przed tobą do porażki, bo jesteś dla mnie kimś ważnym i wiem, że to dla Ciebie też bardzo dużo znaczy. To zbliża, zacieśnia więzy. Kiedy nasz projekt kart MILOWE doszedł do finału poprosiłam znajomych o trzymanie przysłowiowych kciuków, o wysyłanie w naszą stronę dobrych myśli i pozytywnej energii. Otrzymałam cały ocen ciepłych słów. I projekt MILOWE wygrał. Zajęłyśmy pierwsze miejsce w konkursie. A to oznaczało możliwość sfinansowania wydruku pierwszej partii naszych kart. Ale oznaczało to również bardzo dużo wysiłku i czasu, by nasz produkt dopieścić i doprowadzić do końca. Tymczasem ja w tym samym czasie prowadziłam jeszcze stałe sesje coachingowe i terapeutyczne, współpracowałam w dwóch dużych projektach szkoleniowych i miałam zakontraktowane swoje szkolenia z wykorzystania obrazu, fotografii i metafory w pracy z drugim człowiekiem. Jeżeli dodasz do tego, że najważniejszą wartością dla mnie była i jest rodzina, to widać, że było grubo. Ale też było cudnie, bo moja rodzina stanowiła dla mnie ogromne wsparcie i bardzo dzielnie znosiła moje nieobecności i pracę do północy. Zresztą mój mąż i moje córki (podobnie jak mąż Gosi i ich dzieci) pomagali nam w tworzeniu kart i byli pierwszą grupą najbardziej wymagających krytyków.

Warto było przejść tą drogę?

Wiesz, mogłabym powiedzieć: tak, oczywiście, i żyli długo i szczęśliwie. Prawda jednak jest taka, że owszem, było warto, ale nie obeszło się bez kosztów. Koszty ponieśli przede wszystkim moi znajomi. Albo raczej to ja poniosłam koszty w postaci ograniczenia kontaktów z nimi. Ci, którzy mieli zostać – zostali. Inni niestety odeszli – zabrakło im cierpliwości a mi zabrakło determinacji zadbania o wspólne relacje. Teraz powoli staram się to nadrabiać. Nikt przecież nie obiecywał, że będzie to piękna droga, wyłożona czerwonym dywanem. W rzeczywistości ta droga pokryta jest miejscami błotem i kałużami, miejscami różami, gdzieniegdzie jest miękka trawa lub ciepły piasek. Warto kroczyć tą drogą i uczyć się po drodze, że kałuża może dać potrzebne stopom wytchnienie, a grząskie błoto zmusić Cię do tego, by znaleźć inną ścieżkę. Ja się ciągle na tej drodze uczę. I to jest dla mnie najwspanialsze.

Co dzięki temu, że jesteś świadoma siebie zmienia się w Twoim życiu?

Dzięki temu, że jestem świadoma siebie łatwiej jest mi podejmować wybory. Rezygnować z niektórych rzeczy, zleceń, możliwości na rzecz tego, co jest dla mnie ważne. Świadomość siebie oznacza dla mnie również świadomość własnej cielesności i zaufanie swojej intuicji. Nauczyłam się rozróżniać sygnały płynące z głowy od tych, które płyną z ciała lub z emocji. To rozróżnienie pozwala mi żyć w zgodzie z własnym ciałem i własnymi potrzebami.

Czy jest jeszcze coś, co chciałabyś przekazać innym kobietom, a o co nie zapytałam?

Tak… Kiedy patrzę wstecz i przyglądam się sobie 20 lat temu, to cieszę się, że wtedy nie wkroczyłam na ścieżkę sukcesu. Byłam młoda, potrzebowałam się wyszumieć. Potem w moim życiu pojawiły się dzieci. Kiedy były małe moje miejsce było przy nich. I cieszę się, że to przy mnie moje córki wypowiedziały swoje pierwsze słowa, zrobiły pierwsze kroki. A ja powoli dojrzewałam. I dojrzewam dalej. Czterdziestka to cudny wiek. Cieszę się i już czekam na 50tkę 🙂

 

Patrycja Frania-Seniuk – pedagog, coach ACC ICF, trener, terapeuta, doradca rodzinny. Certyfikowany trener międzynarodowej metody Points of You®. Wicedyrektor Oddziału Dolnośląskiego Izby Coachingu. Ukończyła kurs Racjonalnej Terapii Zachowania, Psychoterapię Dzieci i Młodzieży, szkołę Trenerów I stopnia Tadeusza Niwińskiego, Warsztaty Coachingu Rodzicielskiego, Szkołę Pomagania Rodzinie w Ujęciu Systemowym. Fascynuje ją obraz i metafora jako narzędzia wspierające pracę z drugim człowiekiem. W swojej pracy  wykorzystuje narzędzia i podejścia wywodzące się z różnych koncepcji psychologicznych: m.in. terapii ericksonowskiej, Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach, RTZ, systemu TeTa, ujęcia systemowego. Prowadzi warsztaty oraz sesje cochingowe dla menadżerów, nauczycieli, przedsiębiorców, rodziców i młodzieży. Jej pasją jest wspieranie rodziców i par w trudnych i kryzysowych sytuacjach. Na co dzień szkoli również trenerów, coachów, terapeutów z zakresu wykorzystania obrazu i metafory w pracy z drugim człowiekiem. Autorka cyklu warsztatów Narzędziownik Coacha, autorka 15 tematycznych szkoleń i warsztatów poświęconych wykorzystaniu kart coachingowych i metaforycznych, współautorka kart rozwojowych dla dzieci MILOWE. Założycielka marki partnersko.pl, współtwórczyni projektu Rodzinne Tu i Teraz. Zwolenniczka podejścia holistycznego i systemowego spojrzenia na  świat. Poszukuje rozwiązań tam, gdzie inni dostrzegają jedynie problemy.

———————-———————————————————————————————————-

A Ty Chcesz dokonać zmian w swoim życiu, spełniać się i być spełnioną?

Zapraszam Cię na webinar 3 KROKI DO UDANEGO WYSTĄPIENIA PUBLICZNEGO!

Zapisz się już TERAZ.

———————————————————————————————————-
Wskakuj też na mój kanał, oglądaj, komentuj i udostępniaj. Subskrybuj.
http://bit.ly/youtubeBL
———————————————————————————
?,,Żółta książka o pewności siebie”
Pragniesz zmian, to ta książka jest pozycją obowiązkową,
dostępna jest tutaj: http://bit.ly/Żółtaksiążka

 

 

Wywiad z kobieta spełnioną – Violettą Nowak

Wywiad z kobieta spełnioną – Violettą Nowak

Wywiad z kobieta spełnioną – Violettą Nowak

Kiedy uznałaś, że jesteś spełniona, że żyjesz na swoich zasadach?

Dopiero w wieku 45+ doceniłam to, co mam. To czas,  kiedy każdy robi bilans swojego życia. To naturalny etap. Nagle zaczynasz dostrzegać, jak  mało czasu zostało ci na realizację tego, co odkładałaś na później.  Ale też analizujesz przeszłość.  I dochodzisz do wniosku, że wszystko było po coś. I to dobre, i to złe. To cię ukształtowało.  Kiedy wspomnienie porażek już nie boli, kiedy wiesz, że to są lekcje, to ty decydujesz, co z tym zrobisz. Podobnie z sukcesami. Czasem świadomie rezygnujesz z niego, bo nie masz potrzeby sprawdzać się.

W momencie, kiedy bierzesz na siebie  odpowiedzialność za wszystko, co jest w twoim życiu, zaczynasz żyć na swoich zasadach.  Brać na siebie odpowiedzialność to wg mnie akceptować  to, co do nas przychodzi w życiu i decydować,  co z tym zrobię. Bo wtedy żyję w zgodzie ze sobą i mogę powiedzieć, że spełniam się.  A będę spełniona tak naprawdę, gdy do końca będę żyć tak, by nie zmarnować ani jednego dnia.

Jak doszłaś do tego punktu? Czy był jakiś katalizator, który Ci pomógł?

Zawsze jest jakiś bodziec, który wywołuje zmianę. Niestety te najskuteczniejsze są chyba zawsze bolesne.  Wychowywana na grzeczną dziewczynkę, mimo że ciągle się buntowałam i chodziłam swoimi drogami, to jednak robiłam wszystko, by zasłużyć na pochwałę. No cóż, takie tradycyjne wzorce wychowawcze. I kiedy już osiągnęłam sukces na wszystkich polach – osobistym, rodzinnym, zawodowym – poniosłam ogromną porażkę w pracy.  I wtedy powiedziałam sobie: Dość tego! Teraz ja! Koniec zbawiania świata!

Jak radziłaś sobie z przeszkodami?

No właśnie nie radziłam sobie. Chociaż z zewnątrz to tak wyglądało.  Żelazna dama, która zawsze sobie radzi sama. Przygotowana, kontrolująca siebie i sytuację.  Ta zbroja chroniła mnie przed światem, ludźmi, a z drugiej strony powodowała, że się duszę. Kiedy w domu ją zdejmowałam, rozsypywałam się. Generalnie dawałam radę. Teraz tylko myślę, jak ta moja rodzina dała radę ze mną.

Miałaś wsparcie?

Miałam sporo wsparcia. Przede wszystkim mąż, który nie zawsze rozumiał po co mi to. Ale jak ja to mówię, facet nie zrozumie kobiety. I nie musi. Wystarczy , żeby kochał i akceptował.  I żeby nie było! Kobieta tak samo 🙂

W trakcie licznych szkoleń, konferencji  i warsztatów  spotkałam wielu wspaniałych ludzi, którzy  podobnie jak ja, byli nastawieni na rozwój i poszukiwanie rozwiązań. Od nich miałam wsparcie merytoryczne i mentalne w tym, co robię.

Myślę, że w naszym życiu pojawiają się te osoby, których potrzebujemy. Ale też tego wsparcia trzeba szukać w sobie. Znaleźć swoje „PO CO?”. Ja zawsze wiedziałam, że chcę mieć wpływ na swoje życie, że nie będę płynąć z prądem. I to też było źródłem mojej siły.

Warto było przejść tą drogę?

A ja zapytam.  Warto żyć? Była jakaś inna droga?  Może była, ale nie moja. To moja droga, moje lekcje. Jestem osobą upartą i musiałam porządnie oberwać od życia, żeby wreszcie pewne rzeczy do mnie dotarły. Proaktywność, ciągły rozwój, a i tak dopiero koło 50-tki poczułam się naprawdę szczęśliwa. Wcześniej nie byłam gotowa przyjąć swojego życia takim, jakie ono jest. Brakowało mi pokory.

Violetta Nowak

Co zmieniło się w Twoim życiu?
Wszystko 🙂  Ten zawodowy zakręt śmierci, wyrzucił mnie na nowy poziom. Nadal mam ten etat, ale realizuję się w swoim biznesie, w branży marketingu sieciowego związanego ze zdrowiem. Tutaj łączę wszystko to, co jest dla mnie ważne – zdrowie, relacje z ludźmi, rozwój i pracę. Umiejętności, jakie dzięki temu rozwinęłam,  wykorzystuję nie tylko zawodowo– w biznesie i na etacie, ale również w domu. Moje małżeństwo jest coraz bardziej udane, z dziećmi już dorosłymi mam partnerskie relacje. Moje grono znajomych bardzo się poszerzyło. Gdzie bym nie pojechała w Polsce, a nawet gdzieniegdzie za granicą, to zawsze jest z kim kawę wypić. A ja wszystko robię w zgodzie ze sobą. I nawet jak coś muszę zrobić, czego bym nie chciała, to jednak jest to zawsze mój wybór. Bo czasem wygodniej zacisnąć zęby i zrobić, co trzeba, niż wynajdywać koło na nowo. Jednak nigdy  nie tracę z oczu wartości, którymi się kieruję – uczciwość i miłość przede wszystkim. I to się akurat nie zmieniło 🙂
Wygląda to może trochę zbyt pięknie, ale prawda jest taka, że trudności, porażki i niemiłe rzeczy nadal się zdarzają. Tylko teraz inaczej do nich podchodzę. Nie są problemem, a wyzwaniem. Albo się nimi nie przejmuję i w ogóle o nich nie myślę. Odhaczam jako fakt i idę dalej. Za to na rzeczach dobrych skupiam się, przeżywam je i dopieszczam.
Czy jest jeszcze coś, co chciałabyś przekazać innym kobietom, a o co nie zapytałam?

Akceptacja i pokora. Słowa klucze. Akceptuj siebie, swoje życie. Przyglądaj się temu, co się w nim pojawia  i podejmuj decyzję, co z tym zrobisz. Z pokorą przyjmuj lekcje od życia i szukaj rozwiązań, nie winnych.  A na co dzień, bądź wdzięczna i celebruj każdą chwilę. Odczuwaj wszystkimi zmysłami i kochaj siebie, ludzi, Boga, świat. Bo każda z nas jest wyjątkowa i ma swoje ważne miejsce w tym świecie 🙂

Violetta Nowak – radosna, aktywna kobieta, która ciągle jeszcze pisze scenariusz  swojego życia. Współuczestniczka zwariowanego pożycia małżeńskiego z Tomaszem. Matka dwojga dobrze wychowanych dzieci, które radzą sobie w dorosłym życiu. Początkująca teściowa. Aktywna zawodowo w pracy nauczyciela i trenera rozwoju osobistego. Biznesowo we współpracy z firmą Akuna , pomaga zapracowanym, zmęczonym ludziom odzyskać siły, odporność i radość życia (zajrzyj tu http://violettanowak.akunapolska.pl ). W wolnych chwilach realizuje swoje zwariowane pomysły (ostatnio warsztaty w sukniach z epoki https://youtu.be/XlySeyK3-Bs   i cykl  #Sekrety Violety https://www.facebook.com/violetta.nowak.520/videos/vb.100000808962704/1348111015225851/?type=2&theater  ), udziela się społecznie w dwóch stowarzyszeniach i Radzie Działalności Pożytku Publicznego.Dołącz do grona znajomych na Facebooku https://www.facebook.com/violetta.nowak.520 .

 

Wywiad z kobietą spełnioną – Bożeną Michalec

Wywiad z kobietą spełnioną – Bożeną Michalec

Jesteś kobietą spełnioną, zadowoloną ze swojego życia. Podziel się proszę z innymi kobietami tym, jak doszłaś do tego punktu. Kiedy uznałaś, że jesteś spełniona, że żyjesz na swoich zasadach?

Kiedy podjęłam się największemu a zarazem najlepszemu wyzwaniu w swoim życiu – zaczęłam pracę w marketingu internetowym. Przestałam żyć tak, jak ktoś tego chciał, przestałam dostosowywać swoje życie do pracy, podporządkowywać się temu, czego inni ode mnie wymagali. Zaczęłam realizować swoje pasje, poznałam mnóstwo fantastycznych ludzi którzy pomogli mi uwierzyć, że to ja mogę być „panią własnego losu”. 🙂 Teraz ja pomagam innym kobietom – głównie Mamom – również uwierzyć w siebie.

Jak doszłaś do tego punktu? Czy był jakiś katalizator, który Ci pomógł?

Moja droga do spełnienia była trudna. Wychowano mnie w poczuciu, że tylko etat bądź własna działalność gospodarcza daje godne dochody i bezpieczną przyszłość finansową. Dopiero mój Mąż – Jurek, w momencie kiedy się poznaliśmy, pokazał mi, że istnieją inne możliwości wykorzystania potencjału, który mam w sobie oraz który dały mi m.in. studia. Myślę, że to właśnie Jurek był tym katalizatorem. Osobą, dzięki której poznałam inne możliwości a przede wszystkim uwierzyłam w siebie!

Jak radziłaś sobie z przeszkodami?

Na początku wcale sobie nie radziłam. Załamywała mnie każda pogarda mojego zajęcia. Aż do momentu poznania coachów, którzy dzisiaj są też moimi mentorami. Wyjechałam na kilka szkoleń, gdzie poznałam ludzi idących w takim samym kierunku, co ja – w kierunku samorealizacji. To bardzo ważne, żeby poznać i być w grupie osób, które Cię rozumieją, które same również wybrały taką a nie inną drogę lub które (mimo, iż żyją inaczej) wiedzą, że najważniejsze jest spełnienie swoich własnych marzeń i realizacja pasji.

Miałaś wsparcie?

Tylko (albo aż) w osobie mojego Męża. To on mówił mi, jak sytuacja realnie wygląda, na co mnie stać, co mogę zrobić, czego mogę się z danej sytuacji nauczyć. Nigdy nie przerysowuje sytuacji i zawsze mówi, jak jest.

Warto było przejść tą drogę?

Oczywiście, że tak! Nie wyobrażam sobie być teraz w innym miejscu, niż jestem. Dzięki temu, że: uwierzyłam w siebie, poznałam inne formy pracy niż te, które oferuje system, poznałam cudownych ludzi z którymi współtworzę polską firmę, jestem szczęśliwą i spełnioną kobietą, żoną, mamą. Każda rola, którą spełniam w życiu jest okraszona wieloma trudnościami, nie zawsze jest łatwo, nie zawsze jest kolorowo. Ja też mam słabsze chwile i momenty, w których wątpię. Ale wtedy mogę liczyć albo na Męża, albo na moich współpracowników. 🙂

Co zmieniło się w Twoim życiu?

Przestałam narzekać na pracę. Przestałam narzekać na nudę i stagnację w pracy i w życiu prywatnym. Przestałam martwić się o finanse swojej rodziny. Przestałam negatywnie patrzeć na każdy dzień (szczególnie na poniedziałek 😉 ). Przestałam przejmować się opiniami ludzi, którzy nie uczestniczą w tym, co tworzę i mimo niewiedzy, negują samorozwój czy samorealizację. Zaczęłam umieć radzić sobie z emocjami (szczególnie tymi negatywnymi), przestałam tłumić w sobie rzeczy, które powinny zostać wypowiedziane. Wiele się zmieniło, niektórzy twierdzą, że jestem od jakiegoś czasu nową wersją Bożenki, której do tej pory nie znali. Ja zresztą też, ale ta wersja mi się podoba. 🙂

Czy jest jeszcze coś, co chciałabyś przekazać innym kobietom, a o co nie zapytałam?

Myślę, że jest tylko jedna rzecz, o której chciałabym wspomnieć, podkreślić, uwidocznić. WSPARCIE. Niech każda kobieta wie, że w sieci jest wiele innych wspaniałych kobiet, które pomagają w osiągnięciu sukcesu na poziomie emocjonalnym i finansowym, a formy pomocy są zarówno płatne, jak i nie. Dlatego każda z Nas, w momencie kiedy czuje, że coś w Jej życiu nie gra, powinna podjąć pierwsze kroki i znaleźć kogoś, kto z boku spojrzy na to wszystko i podpowie, nad czym można popracować. 🙂

Bożena Michalec

 

Nazywam się Bożena Michalec.

Jestem szczęśliwą kobietą, mamą, żoną. Pracuję w marketingu internetowym prowadząc przedsięwzięcia tj. „Cash in home” czy „Prezes Mama”. Z wykształcenia jestem dziennikarką. Ukończyłam wiele kursów z komunikacji społecznej, kontaktów z klientami oraz technik rekrutacji i sprzedaży. Przez chwilę pracowałam w biurze adwokackim będąc odpowiedzialną za jej PR. Nic nie sprawiło mi jednak tak wielkiej przyjemności, jak nauka e-marketingu i stworzenie własnego e-biznesu. To dzięki temu mogłam połączyć macierzyństwo z pracą.

Fanpage: https://www.facebook.com/MamaPrezes/

Strona internetowa: www.prezesmama.pl